Zdun Marysia Grzybek: „W pracę wkładam cząstkę swojego serca”

autor: Agnieszka Gałczyńska | 29.08.2016
Zdun Marysia Grzybek 1

Kiedyś w żadnym polskim miasteczku nie mogło zabraknąć zduna. Piece pokojowe, kuchenne, chlebowe – to wszystko znajdowało się w ich ofercie. Dziś zajmują się głównie budową kominków, bo ich profesja powoli wymiera. Nie wszędzie! Jedna z absolwentek wrocławskiej ASP udowadnia, że kafle wytwarzane tradycyjnymi metodami i piece hand made mogą być na topie!

Kiedy wrzucam w google słowo „zdun” czytam, że to ginący zawód w Polsce. Zostałaś zdunem, bo chciałaś tworzyć historię?

Bycie zdunem wiąże się z ciężką pracą, wiedzą oraz latami doświadczeń, może dlatego w naszym kraju jest to zawód tak bardzo rzadki. Ten dział rzemiosła jest mi bardzo bliski. Mój dziadek był zdunem, mój partner także, ja również chciałabym pójść tą drogą, w końcu od ceramika do zduna nie jest ona tak daleka.

Oprócz tworzenia pieców, prowadzisz też warsztaty ceramiczne dla dzieciaków. Jest szansa, że zawodem zduna zainteresują się młodsze pokolenia i profesja przetrwa?

Mam taką nadzieję. Dzieci z zaciekawieniem słuchają opowieści o dawnych profesjach, z chęcią uczestniczą w warsztatach, na których mogą same tworzyć kafle. Jednak zawód zduna jest przeznaczony dla osób, które nie boją się ciężkiej pracy. Dla tych, którzy cierpliwie krok po kroku pod okiem mistrza będą przygotowywać się, aby w przyszłości „dawać ludziom ciepło”.

Zdun Marysia Grzybek

Dawanie ludziom ciepła to rzeczywiście domena kobiet, ale byciem zdunem już niekoniecznie. Sama o sobie mówisz artystka?

Przede wszystkim jestem ceramikiem. Nadaję glinie kształt i wkładam w nią cząstkę swojego serca. Zawsze trochę bałam się słowa „artysta”. Czy wypada mi o sobie tak mówić? Czy to, co tworzę można nazwać sztuką? Dziś wiem, że nie mam się czego wstydzić, a to co tworzę jest indywidualną kreacją. Nie zmienia to jednak faktu że chciałabym kiedyś stać się dobrym rzemieślnikiem.

Zobacz też: Personal Shopper GOShA Kusper: „Styl mamy w genach”

W Kaflarni Zduny pracujesz z mężczyznami, nie oszukujmy się – sporo starszymi od Ciebie. Byli zaskoczeni, kiedy w drzwiach zakładu stanęła młoda wrocławska studentka?

Z pracownikami kaflarni znam się od lat. Z większością z nich poznałam się na plenerach ceramicznych organizowanych przez grono pasjonatów i ówczesną kaflarnię. Zaskoczenia więc nie było

Dlaczego postawiłaś na piece kaflowe, po ASP przecież mogłaś malować obrazy, rzeźbić albo zająć się designem?

Wciąż mogę malować, projektować i rzeźbić. Praca w kaflarni opiera się na tym wszystkim, co wyniosłam z uczelni. Kafle i piece można przyrównać do dzieł sztuki, łączą bowiem wiele dyscyplin: projektowanie, rzeźbę, a nawet i malarstwo. Wystarczy tylko cofnąć się kilka wieków wstecz i przyjrzeć się pałacowym wnętrzom. Znajdziemy w nich przepiękne realizacje dawnych mistrzów, którzy łączyli zawody garncarza i zduna, jednocześnie produkując kafle, z których potem stawiali piece.

A gdybyś miała dziś wytłumaczyć kompletnemu laikowi, jak zrobić piec kaflowy, to co byś powiedziała?

Powiedziałabym, że dla własnego bezpieczeństwa lepiej wezwać fachowca. Piece kaflowe ogrzewają nasze domy, przypominają dziecięce lata i cudownie jest mieć takie urządzenie w domu. Zbudowane niepoprawnie mogą jednak stanowić zagrożenie dla naszego zdrowia, a nawet i życia.

Zdun Marysia Grzybek

Cudowne jest też to, że dajesz piecom drugie życie. Gdzie szukasz kafli?

Moją drugą pasją, a właściwie prawie już zawodem jest konserwacja i restauracja ceramiki i szkła. Podczas studiów miałam do czynienia z konserwacją kafli piecowych, które przeważnie były obiektami muzealnymi, więc stwierdzenie, że daje piecom drugie życie jest jak najbardziej właściwe. Na co dzień do tworzenia nowych wzorów posługiwać można się starymi wzornikami, szukać inspiracji w nowoczesnych wnętrzach… Czasami wystarczy czysty przypadek – ogłoszenie w internecie o nazwie „sprzedam piec”. Metod i sposobów na znalezienie gotowych kafli czy inspiracji jest wiele. Decydującą jednostką w kaflarni jest jednak klient. To jego potrzeby tworzą projekt, który potem realizowany jest przez naszą załogę.

Warto przeczytać: Królowa polskiego driftu kocha różowego potwora

Wiadomo, klient nasz pan. Jakie było najdziwniejsze zamówienie, jakie zrealizowałaś?

Dziwne dla kogoś może być zdobienie pieca portretem pupila, sceną polowania, albo motywami sakralnymi czy aktami. Coś, co dla mnie może wydawać się dziwne lub wręcz kiczowate dla innej osoby może mieć naprawdę wielkie znaczenie. Praca artysty polega również na rozmowie ze zleceniodawcą, którego dzięki temu w pewien sposób się poznaje.

Zdun Marysia Grzybek

Dlaczego Polacy chcą mieć piece hand made?

Każdy z nas chce posiadać coś wyjątkowego, jest to potrzeba oczywista, ale czasem skryta. Kafle, które od początku przygotowywane są ręcznie, są unikatowe, a piec z nich stworzony posiada pewnego rodzaju duszę. Nie jest on nowoczesnym meblem, czasami sprawia wrażenie jakby miał ze 150 lat, to dlatego że ręczna produkcja jest zupełnie inna. Każda „wada”, jaką jest np. lekka krzywość, nierówno rozlane szkliwo czy harys (siatka pęknięć na powierzchni szkliwa) jest tak naprawdę ogromną zaletą, która świadczy o niepowtarzalności danego wyrobu. Osobiście odnoszę też wrażenie że większość z nas jest już trochę zmęczona pięknymi formami, które choć perfekcyjnie wykonane przez maszyny, w wielkich ilościach eksponowane są przez sieci sklepów.

I dlatego wybieramy piece zamiast kominków?

Piec kaflowy w dzisiejszych czasach może być oznaką prestiżu. Jest czymś wyjątkowym, można nawet się do niego przytulić, czego nie można powiedzieć o kaloryferze. Jest obiektem ponadczasowym, pasuje zawsze i do każdego wnętrza, nawet tego o nowoczesnym designie, tworzy pewien eklektyczny „bonus”. Ciepło, jakie daje nam piec przypomina promieniowanie energii słonecznej, dzięki czemu uznawane jest za najzdrowsze.

A Ty masz piec w domu?

W moim rodzinnym domu były trzy piece kaflowe oraz kuchenka, którą w moich stronach nazywa się angielką. Nie różnią się one jednak niczym od pieców w innych domostwach, są to proste jednoskrzyniowe piece o skromnej dekoracji. Jednak dla mnie najważniejsze było ciepło, jakie rozchodziło się po całym domu. Pamiętam, kiedy z dziadkiem o wyznaczonej godzinie wygarniało się popiół, potem paliło, a następne „zakręcało” piec, aby trzymał ciepło. Pamiętam rodzinne rozmowy, podczas których miejscem dla „vipów” nie była kanapa przed telewizorem tylko ściana pieca, przy której można było ogrzać sobie plecy. Moje piece były po prostu rodzinne…

 


@ śledź nas na instagramie
powrót do góry