Toaletka – historia kobiecego mebla

autor: Agata Cygan-Kukla | 15.12.2014

Powstanie toaletki datuje się na wiek XVIII, bo to właśnie wtedy uznano ją za osobny mebel o własnej, wyjątkowej funkcji. Wcześniej nazwą tą określano niewielkich rozmiarów stolik z dwiema lub trzema szufladami, do którego dopiero po jakimś czasie dołączono lustro. I chyba to właśnie przesądziło o przeznaczeniu toaletki – pełna szuflad, z wielkim lustrem – musiała służyć kobietom! Od tego właśnie momentu toaletką nazywamy mały stolik lub komódkę, wyposażoną w lustro, szuflady, a najlepiej także – całą masę skrytek, służących do ukrycia kosmetyków i przyborów toaletowych.

Choć dzisiaj to zdecydowana rzadkość, dawniej toaletki – szczególnie we Francji, zasłaniane były tkaninami lub zakrywane podnoszonym blatem. I co ciekawe, to właśnie od owej tkaniny, nie od funkcji (toaleta oznacza – w dużym skrócie – zabiegi pielęgnacyjne i upiększające, którym poddajemy się każdego dnia), mebel przejął swoją nazwę: toile po francusku znaczy płótno. Mimo, że nieodłącznie kojarzy nam się z kobietami, ich zamiłowaniem do strojenia się, makijażu oraz – oglądania swojego dzieła, wcale nie została wymyślona przez kobietę. Komu ją zatem zawdzięczamy?

Próżny George

W kontekście toaletki niejednej z nas na myśl przychodzą bohaterki filmów kostiumowych – ubrane w strojne suknie, ozdobione świecącą biżuterią, wyposażone w nienaganne maniery. I tak właśnie powinna wyglądać popularyzatorka najbardziej kobiecego mebla. Nie wyglądała. A raczej – nie wyglądał. Do rozpowszechnienia toaletki przyczynił się bowiem George Bryan Brummel – brytyjski arbiter męskiej elegancji, bliski przyjaciel księcia-regenta, przyszłego króla Jerzego IV. Wprowadził do mody męskiej współczesny garnitur noszony z wiązanym krawatem, a wpisał się do historii jako mężczyzna szczególnie przywiązany do higieny (codzienne zabiegi pielęgnacyjne zajmowały mu – około pięciu godzin). Trudno się więc dziwić, że potrzebował do tego osobnego mebla – w przeciwnym razie należałoby mocno współczuć jego współmieszkańcom, którzy o porannym prysznicu mogliby co najwyżej pomarzyć.

Próżny George nie tylko toaletkę rozpowszechnił, ale też przyczynił się do powstania jej alternatywnej nazwy, stosowanej głównie w Anglii i Stanach Zjednoczonych – beau brummel (choć w Wielkiej Brytanii częściej można było spotkać się z terminem vanity table, czyli stół próżności). Dawne modele – wbrew pozorom – były znacznie bogatsze niż obecnie. Niektóre np. wyposażano w specjalną szufladę, która napełniała się wodą z cysterny (służyła do mycia twarzy). Czasami mebel łączył też funkcję toaletki oraz stołu do pisania listów – wówczas był wyposażony w specjalny, wysuwany blat.

Elegancja na salonach

Miejscem najbardziej odpowiednim na umieszczenie toaletki wydaje nam się sypialnia. A tymczasem, w pierwszym okresie swojego istnienia częściej gościła na salonach.

Można podejrzewać, że to był właśnie główny powód zakrywania toaletki płótnem – goście w czasie oficjalnych wizyt powinni skupiać się na twarzach współrozmówców, nie na swoim lustrzanym odbiciu. Śmielej do sypialni toaletka zajrzała w wieku XIX. Wtedy to też lustro zostało całkowicie odkryte, a dodatkowo – powstały lusterka boczne, pozwalające oglądać się z równych perspektyw. Z czasem toaletki zaczęły opuszczać prywatne mieszkania i domy. Stały się atrybutem znanych postaci – celebrytek i aktorek, nieodłącznym elementem garderoby kinowych gwiazd. Symbolem przepychu i blichtru, meblem zbędnym, zajmującym miejsce i – czas.

We współczesnych mieszkaniach goszczą zdecydowanie zbyt rzadko. Codzienny makijaż robimy pospiesznie przed łazienkowym lustrem, a padające na nie sztuczne światło lampy wyświetla obraz nie do końca zgodny z rzeczywistością. Pośpiech nie sprzyja perfekcji. Nagle uświadamiamy sobie, że nie zabrałyśmy z pokoju bazy pod cienie, co rodzi dylemat: użyć samego cienia (który prawdopodobnie osypie się na klawiaturę komputera w pracy) czy wybiec szybko z łazienki w poszukiwaniu bazy (co może poskutkować zajęciem toalety przez zniecierpliwionego partnera). Zwykle wybieramy to pierwsze, a efekty swojego lenistwa zbieramy zaraz po dotarciu do pracy/uczelni.

Toaletka

Lustro w publicznej toalecie straszy: efekt maski, pandy i wszelkie inne możliwe efekty skupiają się na naszej twarzy, co wygląda z pewnością ciekawie, ale efektownie – niekoniecznie. Pospieszny re-maikjaż: trochę pudru tu i tam, ścieramy odbite na powiece resztki tuszu, a krzywo położoną szminkę zamalowujemy błyszczykiem. Niektóre z nas mają oczywiście sposób na to, by uniknąć podobnych niespodzianek. W celu doprowadzenia się do porannego porządku siadają wygodnie przed – własnym biurkiem. Zamaszystym ruchem zgarniają z niego wszelkie, tzw. „zastępujące” przedmioty, ustawiają przed sobą lusterko na nóżce i z zapałem przystępują do dzieła. Dzieło z reguły wychodzi nie najgorzej, ale jego „reprodukcje” można zbierać przez następnych kilka dni (resztki pudru, różu i cienia obsypują się na blat i z rozkoszą odbijają na kartkach, dokumentach, torebce…).

Toaletka – kobiecy azyl!

Nie doceniamy jej zalet! Bo przecież toaletka znacznie ułatwia codzienne życie! Już samym swoim istnieniem przypomina nam o tym, że każda kobieta potrzebuje codziennie chociażby krótkiej chwili dla siebie. Niestety, takich chwil bardzo często nie potrafimy znaleźć w swoim zabieganym, wypełnionym po brzegi życiu. A przecież poranna toaleta wcale nie musi być przykrym obowiązkiem, a właśnie – chwilą tylko dla siebie! Powinna przypominać nam o naszych zaletach, sprzyjać podkreślaniu swego piękna, a także uzmysławiać często zapominaną prawdę: mamy szczęście – jesteśmy kobietami!

By jednak celebrować tę chwilę, nie możemy jej spędzać na stojąco, w biegu między lustrem w łazience, a tym w korytarzu, z dźwiękiem porannego budzika i gwizdem czajnika w tle. Taka sceneria nie sprzyja kreatywności – codziennie opuszczamy mieszkanie z takim samym makijażem i podobną fryzurą. A przecież „robienie się na bóstwo” też może, a nawet powinno – być przyjemne! By je tak traktować warto usiąść w spokoju i ciszy na wygodnym krześle, przed przestronnym, dobrze oświetlonym lustrem.

To co dziewczyny? Jakiego mebla najbardziej brakuje w Waszym mieszkaniu?

@ śledź nas na instagramie
powrót do góry