Prostytucja – historia dam do towarzystwa

autor: Agata Cygan-Kukla | 01.12.2014

Zielone altany

Na początku powiedzmy sobie jasno – prostytucja jest niemalże tak stara, jak świat. O istnieniu „dam do towarzystwa” świadczą już zapisy historyczne z czasów starożytnych. Co ciekawe, choć nigdy nie była zjawiskiem jawnie chwalonym, nie zawsze spotykała się z takim samym społecznym sprzeciwem.

Powszechność prostytucji w Chinach wydaje się z jednej strony całkiem naturalna, z drugiej jednak – dziwi. Chodzi mianowicie o to, że jednym z wyrazistych symboli tejże kultury zawsze była poligamia, która – nie ma co ukrywać – zdaje się mieć cokolwiek wspólnego z korzystaniem z usług kilku pań jednocześnie (co nie znaczy – w tym samym momencie). Skoro więc Chińczycy mogli oficjalnie (i za darmo) korzystać z wdzięków wielu kobiet, skąd takie zamiłowanie do pań, oferujących je za pieniądze?

Odwiedzający dom publiczny Chińczyk niekoniecznie szukał tam uciech seksualnych. Czasami poszukiwał po prostu – odpoczynku (i wszystko nagle staje się jasne – w końcu w domu czekała na niego niejedna żona….). Dama do towarzystwa była bowiem przez Chińczyków utożsamiania z kobietą nie tylko atrakcyjną, ale posiadającą własny styl, obytą, umiejącą śpiewać i tańczyć. Kobietą, z którą można było porozmawiać i miło spędzić czas – wbrew pozorom – bez podtekstów. Choć nie ma też co ukrywać, że wizyta w „zielonej altanie” kończyła się zazwyczaj w jednym łóżku.

Skąd nazwa altany? Ze względu na barwę, którą malowano przybytki rozkoszy.

A barwa ta zapewne wynikała z funkcji placówki – mężczyzna znajdował tam przecież upragniony spokój i azyl, którego tak brakowało mu na co dzień. Co ciekawe, domy publiczne „jednofunkcyjne” – takie, w których można było nacieszyć wyłącznie zmysły, w Chinach należały do rzadkości. Były domeną dzielnic biednych, w których – mówiąc najprościej – mężczyzn nie było stać na wiele żon. Jaki z tego wniosek? Ten co miał wiele żon, potrzebował przede wszystkim wytchnienia, ten co jedną – wrażeń.

Uprawiające nierząd kobiety dzieliły się na kilka klas, z których najtańsze zarabiały wyłącznie ciałem. Te wyższej rangi umiały już o wiele więcej: śpiewać, tańczyć, recytować… To one same dobierały sobie klientów, których zapraszały do własnych rezydencji. Skąd u nierządnic taki zapał do nauki i chęć ukulturalniania? Każda skrycie marzyła o tym, że kiedyś wreszcie uda jej się podbić serce któregoś klienta, który wykupi ją jako własną żonę.

I na koniec słów kilka na temat funkcjonowania chińskich domów rozkoszy. Ich właściciele grupowali się w specjalnych organizacjach zawodowych, opłacali podatki i prowadzili swój biznes na równych prawach, jak inni przedsiębiorcy. Co ciekawe, także pracownice dbały o swoje prawa – zrzeszały się wspólnie i w razie problemów walczyły o to, co im się należało. W wieku XVI w Pekinie prostytucji przeznaczono całą osobną ulicę. To właśnie tam znajdowały się domy z niebieskimi żaluzjami (tzw. niebieskie domy) – znak rozpoznawczy chińskiej tradycji nierządu.

Gejsze kontra hostessy

W japońskich źródłach historycznych można natrafić na dwa określenia prostytutek: djoro i oiran, z czego drugie oznacza – uwaga – rozwiany kwiat wiśni. Oiranami zostawały zazwyczaj szlachcianki -inteligentne, wykształcone, dobrze wychowane i szanowane kobiety. Z czasem podział nieco się zmienił: w wieku XIX prostytutki najwyższej klasy dzielono na: tayū i kojidjoro. O nocach z tymi pierwszymi marzyli najbogatsi, drugie były nieco „tańsze”, ale miały też własne przywileje (jak np. prawo do wieczornych spacerów po głównej ulicy miasta). Oprócz tych najwyższej rangi, były też inne: np. yakko – parające się swoich zawodem za karę (np. niewierność małżeńską czy nieposłuszeństwo wobec rodziców) czy komise-djoro – prostytutki najniższej klasy.

W XVII w. życie erotyczne Japonii przeniosło się do wydzielonych dzielnic dużych miast, z których największej sławy doczekała się dzielnica Tokio: Yoshiwara. Była ogrodzona i strzeżona przez strażników, a jej granice nie każdemu było dane przekroczyć. Z czasem mieszczące się w niej, skromne domy publiczne, zaczęły przypominać piętrowe pałace. Dzieliły się na dwa rodzaje: te – w których kraty klatek dziewcząt sięgały aż do sufitu (prostytutki czekające na klientów pozowały w odsłoniętych klatkach), te – w których sięgały tylko do połowy oraz te – w których kraty były kolorowe lub pozłacane.

Na początku wieku XX w Yoshiwarze mieszkało ok 4 tys. prostytutek i tancerek.

Wypuszczano je tylko za przepustką gospodarzy oraz pilnowano, by nie wchodziły do nich inne kobiety czy dzieci. I jeszcze jedna informacja, która może was zaskoczyć – do nierządu werbowano już dziewczynki w wieku 7 lat (a nawet młodsze!) Na początku długo się przyuczały, by kiedyś spełniać swoje posługi zadowalająco – wprowadzenie do właściwego wykonywania zawodu miało miejsce w chwili ukończenia 15 lat, a pierwszego mężczyznę dziewczyna wskazywała sama.

A teraz słów kilka o japońskich gejszach (gei – sztuka, sha – osoba). Były to dziewczyny od młodości uczone śpiewu, tańca, gry i literatury. W dzielnicach nierządu były oddzielane od prostytutek, choć karierę zaczynały właśnie w domach publicznych – były tancerkami. Stąd prawdopodobnie mylne kojarzenie pojęcia gejsza – z prostytutką. Na imprezy przychodziły w grupkach: grały na bębenkach, gitarze, flecie, lutni i tańczyły. Najbardziej wyczekiwanym przez mężczyzn był tzw. taniec kappore, gdzie punktem kulminacyjnym było – rozchylenie sukni. Po występach jednak – w przeciwieństwie do koleżanek prostytutek, gejsze potulnie wracały do domów.

I na koniec rzut oka na japońskiego klienta domu publicznego. Z uwagi na niską pozycję kobiety w tym kraju, żony nie tylko aprobowały wyjścia swoich mężów, ale także – stroiły ich przed takimi wizytami! Co więcej, zdarzało się, że to one otrzymywały pocztą rachunki za mężowskie „uciechy”… Klient na spotkanie z japońską prostytutką był odpowiednio przygotowywany – rozbierany do naga i przybierany w kimono. Gotowy siadał na łóżku i czekał na wybraną kobietę. Ta najpierw częstowała go smakołykami, prawiła komplementy i serwowała różne ceremonialne gesty. Była to swoista alternatywa dla gry wstępnej, której Japończycy – po prostu nie uznawali.

Zakaz prostytucji w Kraju Środka wprowadzono w 1956 r., a jako powód podano szerzenie się w wojsku chorób przenoszonych drogą płciową. Od tej pory wiele placówek przeszło na czarny rynek. Pojawiły się tzw. hostessy – swoista konkurencja dla gejsz, którą te nazwały pieszczotliwie: „niecywilizowanymi zajączkami łóżkowymi”. Pracowały w hotelach, biurach turystycznych czy przedsiębiorstwach komunikacyjnych, a zamiast tradycyjnego kimona zakładały minispódnice. Wybierały klientów same, a na „coś więcej” – pozwalały jedynie wyjątkowym.

Gejsza

Cmentarne uciechy

Jak mówi historia, już założyciel republiki ateńskiej – Solon, w VI wieku p.n.e. wydzielił we wszystkich dzielnicach miasta specjalne obiekty, w których mężczyźni mogli bez obaw zaspokajać swoje żądze. W Grecji prostytutkami stawały się z reguły niewolnice, choć nie brakowało wśród nich takich, które straciły rodziców i pozostały bez środków do życia. Najłatwiej było pracować dla jednego z domów publicznych, bo w przeciwnym razie – klientów trzeba było zdobywać samodzielnie. Najwięcej chętnych można było naleźć w portach, a szczególnie poszukiwanymi klientami byli bogaci kupcy.

Co ciekawe, w wielu społecznościach starożytnych, jak np. Etruskowie, prostytucja wcale nie była postrzegana negatywnie – traktowano ją raczej jako źródło dochodów, umożliwiające zgromadzenie na tyle pieniędzy, by stać się kiedyś godną pożądania partią.

Rzymskie prostytutki uprawiały swoją profesję w różnych miejscach – na ulicach, w domach, oberżach, a nawet – na cmentarzach.

Zdobywały klientów dość nietypowo, np. oferując ciasteczka kształtem przypominające – męski narząd. Z czasem zostały jednak zarejestrowane w specjalnym spisie i od tej pory musiały legitymować się pozwoleniem na uprawianie swojego zawodu. Mimo, że pochodziły z różnych warstw społecznych – od niewolniczek po luksusowe kurtyzany, a zawód sam w sobie był legalny (płaciło się od niego podatki!), parające się nim kobiety – jako obywatelki zostały skreślone. A jednak, w cesarstwie prostytucja była zjawiskiem na skalę masową – co roku szereg pań do towarzystwa zasilały kolejne tysiące dzieci i nastolatków.

Co ciekawe, bycie prostytutką czasami naprawdę się opłacało, a mogło wręcz – uratować życie! W okresie, kiedy zdrada małżeńska była karana śmiercią, damy z wyższych sfer samodzielnie wpisywały się do rejestru prostytutek po to, by „w razie czego” uniknąć skazania.

Od toalety do patologii

A teraz zajrzyjmy na zachód. W okresie Średniowiecza – który to czas wielu ludzi kojarzy z religijną restrykcyjnością, prostytucja miała się całkiem dobrze. Świadczą o tych chociażby słowa Augustyna z Hippony, który twierdził, że nierząd jest rzeczą naturalną i pozwala na ochronę kobiet przed męską pożądliwością. Czy też – znanego wszystkim – Tomasza z Akwinu, który uznał prostytucję za społecznie konieczną – odgrywającą rolę „toalety w domostwie” („wprawdzie pachnie brzydko, ale bez niej to cały dom pachniałby brzydko”…). Wielu teologów utrzymywało, że lepiej, gdy mężczyzna korzysta z usług prostytutki, niżby miał skłaniać swoją żonę do ciężkich grzechów – jak seks oralny czy analny. To właśnie hierarchowie kościelni wraz z radnymi miejskimi postanowili nadać prostytucji odpowiednie ramy (rzecz jasna, przy okazji czerpiąc z tego majątkowe korzyści).

Czy wiecie na przykład, że niektóre domy publiczne, działające w tych czasach, zostały założone przez zakony i kapituły? Rządzący uznawali też prostytucję za swego rodzaju ratunek – nabór dziewcząt do roli prostytutek miał pomóc odciągnąć młodych ludzi od praktyk homoseksualnych.

W okresie renesansu popularnością cieszyły się tzw. kurtyzany, czyli prostytutki wysokiej rangi. Z reguły były nimi aktorki, tancerki czy śpiewaczki, które z powodzeniem naśladowały swoim strojem i stylem bycia prawdziwe damy dworu. Od XVI w. Zachód zaczął jednak z prostytucją walczyć, a powodem tego nie były wcale względy moralne, ale strach przed epidemiami chorób wenerycznych. Rozpoczęła się ścisła reglamentacja prostytucji, która z czasem zamieniła się w swoistą walkę z nierządem – domy publiczne zaczęto masowo zamykać. Mimo tych restrykcji, w czasach rewolucji francuskiej w samym tylko Paryżu miało się znajdować ok. 40 tys. prostytutek.

W obliczu małej skuteczności podejmowanych działań, rządzący zaczęli z powrotem wprowadzać domy publiczne, jednak dostęp do zawodu został nieco utrudniony – utworzono rejestr prostytucji paryskiej, a wpisanie się do niego poprzedzała konieczność odbycia wizyty lekarskiej. Jako że wówczas lekarzami byli wyłącznie mężczyźni, wizyta była dla kobiety zdecydowanie gorszym doświadczeniem niż sama noc z klientem…

Kładąc obyczaje na szali…

Wiek XIX przyniósł zmianę dyskursu, dotyczącego prostytucji – zaczęto ją wówczas traktować jako społeczną patologię. Włoski psychiatra, Cesare Lombroso przekonywał o biologicznym podłożu prostytucji i predyspozycjach, wpychających kobiety w szpony tego zawodu, jak np. wzmożone libido, łakomstwo, pijaństwo, próżność, brak emocji, zobojętnienie moralne oraz cielesne cechy zwyrodnieniowe (np. anomalie zębów, nienormalne owłosienie, rozdwojenie kciuka, asymetria twarzy).

Prostytutka miała być więc albo „prymitywnym mężczyzną” albo – „reliktem wcześniejszej fazy rozwoju człowieka”.

Koncepcja prostytucji jako patologii przetrwała długo, z czasem jednak zaczęła ewoluować. Coraz chętniej odrzucano założenie o jej biologicznym podłożu, a przyjmowano to, o uwarunkowaniu społeczno-ekonomicznym. W konsekwencji, kultura zachodnia do końca XIX wieku miała już gotowy obraz prostytutki, definiowanej, jako kobieta zdegenerowana, prymitywna, pochodząca z marginesu społecznego – kobieta lekkich obyczajów.

Określenie prostytutki jako kobiety lekkich obyczajów, wyraźnie kłóci się z historią. Zarówno one, jak i ich klienci, od zawsze wywodzili się z różnych sfer społecznych i co ciekawe, często były to osoby bardziej obyte, inteligentne i kulturalne niż pozostała część społeczeństwa. Zamiast więc kłaść obyczaje na wagę i przesądzać o ich lekkości, lepiej uznać je po prostu za osoby – obyczajów wolnych.


@ śledź nas na instagramie
powrót do góry