Magic Mike live, czyli chippendales show na żywo

autor: Agnieszka Gałczyńska | 06.06.2016

Z brakiem nadziei w głosie pytam „Idziemy?”. Moje źrenice prawie wyskakują z orbit, kiedy po drugiej stronie słuchawki słyszę: „No pewnie, że idziemy, potrzebna mi prosta rozrywka”.

Gdyby nie to, że moja przyjaciółka wychodzi za mąż i uznałam TO za świetny prezent na wieczór panieński pewnie przeoczyłabym, że grupa amerykańskich przystojniaków odwiedza moje miasto. Propozycja – entuzjazm – bilety. Poszło gładko. Dopóki nie odkryłyśmy, że pokaz jest w czwartek? W CZWARTEK! Przecież każdy wie, że wieczór panieński na tygodniu to bardzo (ALE TO BARDZO) zły pomysł.

Sprawdź: 7 małych rzeczy, które sprawią, że będziesz szczęśliwa

Szanse na odkrycie tajemnicy chippendalesów nagle spadły do zera, ale zżerająca ciekawość nie dawała mi spokoju. Szybka kalkulacja pozwoliła wyłonić kilka koleżanek, które mają zdrowy dystans (albo jak kto woli zaawansowane kuku na muniu), żeby na pomysł oglądania gołych tyłków zaświeciły im się z radością oczy.

Sex-bilecik

Podgląd sali nie napawa optymizmem. Mimo, że do występu eksportowanego sex-towaru zostało jeszcze dobrych kilka tygodni, to najlepsze miejsca rozeszły się jak świeże bułeczki. Myśląc nad odpowiednią perspektywą najlepszych widoków i obliczając sinusa kąta nachylenia widowni w stosunku do cosinusa odbicia światła padającego na scenę postanawiamy zainwestować w miejsca bliżej środka. F5. Jak to nie ma już tych miejsc? Czy te kobiety na serio są aż tak nagrzane?

Chcąc nie chcąc lądujemy w przedostatnim rzędzie. „Przynajmniej jesteśmy bezpieczne, bo stąd na pewno żaden ociekający seksem samiec nie wyciągnie nas na scenę” – skwitowała moja koleżanka. Jedno jest pewne do spragnionych młodych ciał czterdziestek nam daleko – pomyślałam i kliknęłam „kup bilet”.

Czerwona szminka, wysokie szpilki i kujonki

Święcie przekonane, że większą część publiczności będą stanowić wyposzczone bizneswoman z ostrym makijażem, ubrane w kuse spódniczki i wysokie obcasy postanawiamy wybrać casual look. „Dżinsy i t-shirt będą ok?” – pyta znajoma. – „A nie będziemy wyglądać jak cnotki niewydymki?” – odpowiadam.

W sporej dozie niepewności i wielkiej ochocie wtopienia się w tłum dochodzimy do wniosku, że tunika i leginsy będą ok. Szpilki? Nie… tylko nie to! Obie jesteśmy typem trampkowym. Tylko, że conversy do tuniki w kwiatki mają się jak… piernik do wiatraka. Niech będzie! Dla dobra sprawy założę wysokie obcasy, a tylko i wyłącznie dla własnego samopoczucia (!) wyprostuje włosy, usta pociągnę czerwoną szminką i włożę kujonki, oczywiście tylko po to, żeby wyglądać bardziej… profesjonalnie (przecież żaden facet nie ma fantazji seksualnych z uczennicą, prawda?).

Ryczące czterdziestki i wrażliwe lolitki

Centrum kongresowe w połączeniu z występem chippendalesów brzmi co najmniej… dziwnie. Ale kiedy widzimy rozentuzjazmowany tłum kobiet przed wejściem przestajemy się przejmować. Nie potrafimy jednak wyjść ze zdumienia, że średni wiek współtowarzyszek show typu „goło i wesoło” to 25+ (i gdzie są te ryczące 40-tki ja się pytam?).

Zobacz też: Testujemy portal randkowy Sympatia.pl

W obsłudze sami mężczyźni. Czyżby organizator bał się, że spragnione kobiety zaczną rzucać się na amerykańskie ciacha? Mimo problemów z wejściem (z roztargnienia – do dziś wierzę, że to jego wina – drukuje dwa razy ten sam bilet), docieramy na swoje miejsca. Zniesmaczone komentarzem ochroniarza, że na prawdziwe gwiazdy czeka się godzinę, zaczynamy żałować, że nie zabrałyśmy ze sobą popcornu. Ale ku naszemu zdziwieniu zaledwie kilkanaście minut po godzinie zero gasną światła. Czas na show!

Skóra, fura i … sześciopak

Jeden wielki pisk. Scena jest pusta, a głośny aplauz sugeruje, jakby było już po wszystkim?! Obie wybuchamy śmiechem i… dajemy się porwać przez dziki tłum (w którym WTF wyłoniliśmy kilku facetów) z uciechą oddając się radosnym pląsom.

Pojawiają się gwiazdy wieczoru. Od razu znajdujemy swoich ulubieńców. Ciemny brunet z czarującym uśmiechem ubrany w garnitur szybko zyskuje moją sympatię. „Jak on się rusza” – myślę sobie zanim jeszcze zdążył ściągnąć koszulę. Potem w mojej głowie słyszę tylko: „jakie on ma ciało…”

Dziś każda jest singielką

Jeden z samców alfa schodzi ze sceny i ku naszemu zdziwieniu wędruje na samą górę. Po drodze kilkanaście spragnionych dłoni ląduje na jego… pupie. Amerykanin z błyskiem w oku wyciąga rękę do jednej z wystrojonych lasek. Ta przecząco kiwa głową (lesbijka?). W pół goły mężczyzna uśmiecha się do mojej koleżanki. Jak gdyby nigdy nic lekko wypycham ją z wygodnego fotela…

Kiedy zszokowana ląduje na scenie, a umięśniony boy tańczy tylko dla niej zaczynam się zastanawiać, czy za chwilę nie będzie potrzebne jej oddychanie usta-usta. Kiedy Anka wraca na górę wydaje mi się, że przed chwilą zażyła znaczne ilości środków odurzających i popiła je alkoholem. Czyżby męskie ciało było lepsze niż hera, koka, hasz i LSD…?

Show must go on!

No dobra, może i nie jest idealne. W grupie hot-boysów nie brakuje prawdziwych okazów, ale znajdą się też małe-niedoróbki. Kiedy na scenie pojawiają się wszyscy razem nie da się uniknąć rozsynchronizowania w tańcu. Przymykamy jednak na nie oko, bo sześciopak ma każdy z nich. I nie jest on wcale robotą Photoshopa!

Przeczytaj: Fetyszyzm – normalne czy nie?

Nasze serca skradł śpiewający romantyk, a umysłem zawładnął przystojniak w garniturze. Jednak prawdziwym bohaterem wieczoru została…kobieta! Długonoga blondynka, którą jeden z chippendalesów zaprosił na scenę, wykazała się umiejętnością zakładania prezerwatywy ustami i tym samym… przebiła wszystkie męskie sztuczki. Nie pytajcie, jaka była nasza reakcja, kiedy w jej buzi znalazł się banan z naciągniętym kondomem…

Po dwóch godzinach łatwej rozrywki rodem z „50 twarzy Greya”, „9 i pół tygodnia” i „Tarzana” w jednym, dochodzimy do wniosku, że takie rzeczy choć raz w życiu trzeba zobaczyć na żywo. Bo żaden „Magic Mike” i to nawet w wersji XXL nie odda atmosfery rodzącej się babskiej histerii i walki o rozdarty biały podkoszulek rzucony ze sceny.

A jak mówili nam, że wszystkie grzeczne dziewczynki, to tak naprawdę te niegrzeczne, które nie dały się przyłapać, to nie chciałyśmy wierzyć…

 


@ śledź nas na instagramie
powrót do góry