Królowa polskiego driftu kocha różowego potwora

autor: Agnieszka Gałczyńska | 30.05.2016

Na co dzień jest product managerem w firmie informatycznej. Po pracy pomaga bezdomnym psom, a wolnych chwilach… staje się królową polskiego driftu. Do zwyczajnej kobiety jej daleko, bo zamiast rodzeniem dzieci zajęła się niszczeniem opon w kontrolowanych poślizgach. Jej życiową dewizą jest „Keep drifting fun” (Drifting jest zabawą), a przeznaczeniem? Pewien całkiem ładny różowy potwór.

Mówisz, że drift jest jak taniec. Za kółkiem nie trzeba „trzymać Cię za rękę”, a w tańcu dajesz się prowadzić partnerowi?

To zależy. Jeżeli czuję silną osobowość i eksperta w tej dziedzinie, to daję się prowadzić. Ale jeśli druga strona nie za bardzo wie co robi, to ja przejmuję inicjatywę.

Dobrego partnera do tańca czasem szuka się latami, a dobrego samochodu?

Z samochodem jest o tyle lepsza sytuacja, że można go sobie samemu zbudować. I to dokładnie taki, jaki sobie wymarzyliśmy.

Ty swojego wymarzonego partnera na czterech kółkach już znalazłaś. Czujesz, że to miłość na całe życie?

Niestety, ten „partner” już ledwo zipie i niedługo przyjdzie czas na zmianę… Jedno jest pewne, może nie będzie już aktywny, ale i tak zostanie ze mną na zawsze!

Kiedy jesteś w związku, „skok w bok” zazwyczaj oznacza rozstanie. A w drifcie wszystkie triki dozwolone?

Tak, moje auto musi pogodzić się ze „skokami w bok”, ale ono wie doskonale, że je kocham najbardziej i najchętniej nigdy bym go „nie zdradzała”.

Przeczytaj też: Testujemy portal randkowy Sympatia.pl

Z jednej strony koledzy z moto-branży uważają Cię za gorszą, w końcu jesteś „babą za kierownicą”, z drugiej strony jednak jesteś obiektem ich pożądania. Często to wykorzystujesz?

(śmiech) Nie. Właściwie nigdy o tym nie myślę. Lubię czuć się kobietą i czasem delikatnie flirtować, ale nie wykorzystuję tego w jakikolwiek sposób.

A ilu mężczyzn Ci się już oświadczyło?

Kilku, ale jak się dowiedzieli, że zużywam czterysta opon rocznie, kilka ton paliwa i że to dopiero początek wydatków, to jakoś emocje im opadły.

Karolina Pilarczyk: 1

Jak zapisywałaś się do szkoły doskonalącej technikę jazdy to chciałaś obalić stereotypy i udowodnić, że kobiety wcale nie są słabszą płcią?

Nie. Po prostu chciałam bezpiecznie czuć się za kierownicą i nie chciałam usłyszeć:„no tak – baba za kierownicą”. Nie sądziłam, że właśnie tam odkryję w sobie „żyłkę” kierowcy sportowego.

Przeciętny człowiek, który widzi auto jeżdżące bokiem po parkingu, szczególnie w zimę, myśli sobie „Jezus! Maria! Co za debil!”. Często słyszałaś takie słowa w swojej karierze?

Kiedyś tak. Teraz na szczęście coraz więcej ludzi wie, co to drifting. Jeżdżenie bokiem w bezpiecznych miejscach jest wręcz dobrze odbierane. To niezłe widowisko! Z drugiej strony drifterzy ćwiczą umiejętności kontroli nad pojazdem, co przydaje się potem na drodze.

Szczególnie na polskiej drodze… Pod zderzakiem samochodu masz napis „kiss my ass haters”. Jesteś odporna na krytykę?

Teraz już tak. Kiedyś to bolało. Przekonałam się jednak, że hejterzy w żaden sposób mi nie pomagają, ani nie przeszkadzają. Dlaczego miałabym zrezygnować z czegoś na co ciężko pracuję? Dlatego, że komuś się nie podoba np. mój różowy kolor? Wszystkim się nie dogodzi.

Ty wydajesz się zadowolona. Ryzyko sprawia Ci frajdę. Jest coś czego się boisz?

Tak, nie potrafię żyć bez adrenaliny. Ale boję się ludzi, bo potrafią być naprawdę okrutni. A ja mam tę złą cechę, że wszystkich obdarzam od samego początku, bardzo dużym kredytem zaufania. Mam wrażenie, że brakuje mi instynktu samozachowawczego. Zarówno w sporcie, jak i w prywatnych kontaktach z ludźmi.

Karolina Pilarczyk: 2

Jedno jest pewne. Daleko Ci od standardów. Najpierw byłaś w mat-fizie, potem poszłaś na informatykę, a teraz szalejesz za kółkiem. Czy Ty w ogóle zakładasz maseczki na twarz, chodzisz na zakupy i plotkujesz?

Tak! Uwielbiam to! Jestem stuprocentową kobietą. Regularnie odwiedzam fryzjerów, kosmetyczki i kocham ubrania. Faktem jest, że do zakupów nie mam cierpliwości, ale lubię fajnie wyglądać.

Mówi się, że to mężczyźni mają bzika na punkcie samochodów. Myślę, że u Ciebie można to już nazwać moto-manią. Ile czasu poświęcasz na dbanie o swojego „różowego potwora”?

Przyznam szczerze, że nie za dużo czasu, bo opiekuje się nim fantastyczny zespół ludzi. Ja głównie go głaszczę i drapię za lusterkiem (śmiech).

Zobacz też: Wedding plannerka: „To niuanse tworzą całość”

Twój samochód przyciąga wzrok wszystkich. Jest cały różowy, no i ten różowy dym… Na życie też patrzysz przez kolorowe okulary?

Tak. Jestem optymistką. Jak dzieje się coś złego, to traktuję to jak wyzwanie, a nie problem.

Zawsze staram się znaleźć pozytywy z danej sytuacji.

Podobno w planach masz zbawienie świata. Jak według Ciebie powinny wyglądać idealne polskie drogi? Tylko nie mów, że asfalt musi być różowy…

(śmiech) Nie, nie musi – chociaż fajnie by to wyglądało. Chciałabym, żeby więcej ludzi było szczęśliwych. By uwierzyli w siebie i zaczęli działać, a nie tylko siedzieli i narzekali. Czyż świat nie byłby wtedy lepszy?

Karolina Pilarczyk, www.karolinapilarczyk.pl


@ śledź nas na instagramie
powrót do góry