Anna Słaboń: Współcześni rodzicie są trochę „na zakręcie”

autor: Agnieszka Gałczyńska | 09.08.2016
Anna Słaboń Współcześni rodzicie są trochę na zakręcie 1

Z psycholog Anną Słaboń rozmawialiśmy o tym, czy istnieje coś takiego jak bezstresowe wychowanie, dowiedzieliśmy się, jak być świadomym rodzicem i poznaliśmy receptę na fochy!

Dobre wychowanie dziecka we współczesnym świecie to trudne zadanie…

Odnoszę wrażenie, że współcześni rodzicie są trochę „na zakręcie”. Z jednej strony są bombardowani ogromną ilością informacji na temat wychowania dzieci. Poradniki wychowawcze sugerują różne, czasem sprzeczne zachowania i reakcje. Z drugiej strony każdy z nas doświadczył określonego modelu wychowania będąc dzieckiem. To wszystko sprawia, że rodzice czują się zagubieni. Chcieliby wychowywać pociechy inaczej niż sami byli wychowani, ale czasem nie mają pomysłu, jak to miałoby wyglądać.

A wydaje się, że ostatnio wszyscy wychowują dzieci modnie, czyli bezstresowo.

Nie wiem, czy istnieje coś takiego jak wychowanie bezstresowe. Dorośli stosują to określenie często wtedy, gdy z zachowaniem innych rodziców się nie zgadzają, lub mają do niego krytyczne nastawienie. „Nie dajesz kar swojemu dziecku” – jesteś „bezstresowym rodzicem”, nie wysyłasz go do swojego pokoju gdy „źle się zachowuje” – jesteś „bezstresowym rodzicem”, chcesz z szacunkiem traktować dziecko, więc pytasz je o zdanie – jesteś „bezstresowym rodzicem”.

Zobacz też: Tajemnice coachingu rodzicielskiego

To źle?

Sztywne trzymanie się wzniosłych ideałów w sytuacji, gdy nie są one dopasowane do potrzeb dziecka – nie będzie służyć jego rozwojowi, ani relacji z rodzicami. Ważne, w tym natłoku informacji jest słuchanie siebie i dziecka.

Czyli bycie świadomym?

Gdybym miała określić, jaka umiejętność rodziców najbardziej służy relacji z dzieckiem, napisałabym, że jest to bycie refleksyjnym. Zadawanie sobie pytań: dlaczego chcę by moje dziecko tak, a nie inaczej się zachowało, dlaczego chcę by coś zrobiło lub czegoś nie zrobiło, czego chcę by w ten sposób się nauczyło? To sprawia, że przestajemy żyć w przeświadczeniu, że „to z dzieckiem jest coś nie tak”. Dostrzeżenie osobistego wkładu w relację sprawia, że łatwiej jest wziąć odpowiedzialność za swoje zachowanie. Łatwiej też rodzicom jest dostrzec perspektywę dziecka. Obok podejmowania refleksji nad własnymi motywami działania, dostrzeganie i szanowanie perspektywy dziecka jest drugą kluczową rodzicielską umiejętnością, bez której trudno buduje się bliskie relacje między rodzicami, a dziećmi.

Anna Słaboń Współcześni rodzicie są trochę na zakręcie

Ciężko szanować perspektywę dziecka, kiedy słyszy się „jesteś głupia, nienawidzę Cię”. A to przecież też się zdarza.

Emocje są i będą. Kiedy zamiast bać się samej formy, w której dzieci wyrażają emocje, zaczynamy słuchać, co mają nam do powiedzenia, co stoi za ich zachowaniem – z reguły robi się bezpieczniej. Także oswajając swoje emocje – wściekłość, frustrację, bezradność dajemy szansę swoim pociechom, by również się tego nauczyły. A to bardzo dużo.

A co, kiedy dziecko nie przestaje tupać, wrzeszczeć i płakać?

Ekspresja emocji silnie związana jest z rozwojem dziecka. Wybuchy złości, przechodzenie w ciągu sekundy od radości do rozpaczy jest dość charakterystycznym zachowaniem np. 2-latka. Dzieci na różnych etapach rozwoju mają różną gotowość do zmiany zachowania. Czasem na taką zmianę czeka się kilka miesięcy. Jej brak nie świadczy o byciu „złym rodzicem”, czy „niegrzecznym dzieckiem”. Są takie procesy, które odbywają się poza kontrolą dziecka i rodzica. Po prostu wymagają czasu, zaufania, i dużej dawki zrozumienia dla siebie i dla dziecka.

Czyli zachowywać się tak, jakby problem nie istniał?

Dla mnie problem zaczyna się wtedy, kiedy skupiamy się na samym zachowaniu dziecka i tylko zachowanie zaczynamy oceniać. „Tupie”- „jest niegrzeczne”, „krzyczy” – nie radzi sobie z emocjami, „wrzeszczy, gdy czegoś nie dostanie” – jest rozpieszczone. Tymczasem każde zachowanie ma swoje drugie dno. Dziecko się tak zachowuje, bo coś trudnego przeżywa i najczęściej nie potrafi inaczej wyrazić tego, że cierpi, jest smutne, rozczarowane, sfrustrowane. Dzieci komunikują się najlepiej jak potrafią. Naszym zdaniem jest dostrzec ten fakt i w dalszej kolejności pomóc im się nauczyć wyrażać swoje emocje i potrzeby w bardziej dojrzały sposób. To wymaga od rodzica z jednej strony – zaufania dziecku i temu, że nawet mówiąc coś przykrego ma dobre intencje – to znaczy, chce zrobić coś ważnego dla siebie, zaspokoić swoją potrzebę, a nie koniecznie zadziałać przeciwko rodzicowi. Druga sprawa jest taka, że wymaga od rodzica nie tylko wiedzy, jak inaczej dziecko może wyrazić swoje emocje ale demonstrowania swoim zachowaniem takiego sposobu. Zwłaszcza kiedy dziecko „źle się zachowuje”.

Anna Słaboń Współcześni rodzicie są trochę na zakręcie

Mam wrażenie, że pomoc potrzebna jest też rodzicom. Jak mają rozmawiać z dziećmi, żeby te ich słuchały?

By nie powtarzać tego, co już zostało napisane powiem tylko jedno – samemu chcieć słuchać i chcieć usłyszeć, co dziecko ma do powiedzenia. Nie trzeba wielkich słów czy specjalnych technik by rozmawiać z dzieckiem. Na początek intencja, by być z dzieckiem i towarzyszyć mu w jego dziecięcym przeżywaniu wystarczy. Myślę, że to bywa najtrudniejsze dla rodziców – towarzyszyć dzieciom, gdy przeżywają smutek, wściekłość, frustrację, rozczarowanie, gdy się złoszczą na daną sytuację czy na samych rodziców. Wtedy najbardziej potrzebują być usłyszane, chcą by to dorośli przyjęli ich perspektywę.

I to zaprocentuje w przyszłości?

Dzieci uczą się słuchać innych przez to, że same są wysłuchiwane. Uczą się współpracować, przegrywać, empatycznie reagować właśnie dzięki temu, że najpierw to im okaże się empatię, ich się wysłucha, samemu pokaże się jak przegrywać. Nie odwrotnie.

Przeczytaj też: Blogerzy o podróżach z dzieckiem: „Podróżowanie to najlepsza szkoła”

Właśnie odkryłyśmy uniwersalną receptę na fochy!

Każdy etap rozwoju dziecka niesie dla rodziców nowe wyzwania. Tym, co pozostaje uniwersalne na każdym z tych etapów, jest budowanie relacji opartych o bliskość, poczucie bezpieczeństwa (rodzica i dziecka), wzajemny szacunek do siebie, świadomość własnych granic i granic dziecka.

Rodzice chyba czasami zatracają granice, chcą jak najlepiej, a wychodzi różnie…

Rodzice chcą mieć pozytywny wpływ na swoje dzieci, chcą dać im to, co najlepsze, chcą mieć nadzieję, że tworzą dla nich przyszłość lepszą niż ta, której często sami doświadczali. Przede wszystkim potrzebują czuć się dobrymi rodzicami i to czego moim zdaniem na każdym etapie potrzebują – jest zaufanie do siebie, do dziecka, do wzajemnej relacji.

Anna Słaboń Współcześni rodzicie są trochę na zakręcie

To jacy naprawdę są współcześni rodzice?

Mają ogromny potencjał i nieraz potrafią siebie zaskoczyć. Mają w sobie wielkie pokłady miłości do dzieci i odwagę, by dla dobra wspólnej relacji przyglądać się sobie i nad sobą pracować. Z pewnością są zestresowani i zapracowani. Czasem udaje się to zrównoważyć dystansem do siebie i poczuciem humoru. Ale niekiedy doświadczają bezradności i brakuje im nadziei.

To dlatego przychodzą do psychologa?

Potrzebują wsparcia i po nie przychodzą do gabinetu. Mam wrażenie, że czasem jedno spotkanie, taka „chwila dla siebie” wystarczy im by podładować „rodzicielskie baterie” i z nową motywacją wejść w kontakt z dzieckiem.

Sprawdź: Rola dotyku w rozwoju dziecka

Przychodzą tylko mamy, czy ojcowie też?

Cieszy mnie sytuacja, w której rodzice przychodzą do mnie wspólnie, choć nie jest to warunek konieczny. A takich sytuacji jest coraz więcej. Zdarza się oczywiście, że ojcowie znajdują się w moim gabinecie z kobiecej inicjatywy. Zdarza się, że na początku głównie towarzyszą swoim partnerkom, ale to się zmienia. Ojcowie są coraz bardziej otwarci, coraz chętniej mówią o swoich relacjach z dziećmi, wnoszą zupełnie inną perspektywę, także w odniesieniu do relacji między mamą, a dziećmi. To potrafi być bardzo pomocne, zwłaszcza gdy kobieta ma poczucie, że jest „do niczego”. Wtedy zdarza się, że służą realnymi przykładami i wsparciem.

Jaki jest uniwersalny przepis na szczęśliwą relację z dzieckiem?

Są wartości, postawy, wiedza, umiejętności i przekonania, które sprzyjają takiej relacji. Bezwarunkowa miłość i akceptacja. Bliskość fizyczna i emocjonalna dostępność rodzica. Odpowiadanie na potrzeby dziecka. Traktowanie dziecka serio, ale co bardzo ważne – traktowanie serio także swoich potrzeb. Nieocenianie zachowań pociechy i partnera (choć to bywa bardzo trudne, to jest możliwe). Dostrzeganie dobrych intencji w każdym, nawet najtrudniejszym do przyjęcia zachowaniu. Okazywanie empatii sobie i dziecku. Przekonanie, że każde zachowanie malucha ma sens i że dzieci, „nie krzyczą bez powodu”, bo faktycznie jest tak, że zawsze go mają, tylko dla nas może być on w danym momencie niedostępny.

 

Anna Słaboń, psycholog, www.annaslabon.pl


@ śledź nas na instagramie
powrót do góry