5 błędów, które zniechęcają facetów do zakupów

autor: Agata Cygan - Kukla | 24.08.2015

Podobno żaden ich nie lubi – tak z natury. Nie udawajmy jednak, że nam to jakoś szczególnie przeszkadza, bo znacznie więcej radości daje swobodne bieganie po galerii z przyjaciółką lub samodzielnie, niż wleczenie za sobą ukochanego z miną zbolałego mopsa. Czasem jednak trzeba – bo tak wyszło, bo nie ma innego wyjścia albo istnieje inna, równie ważna przyczyna.

Jakich błędów wtedy nie popełniać, by wrócić do domu nie tylko z zakupami, ale i z facetem?

 

 

Brak planu

Każdy facet go ma. A przynajmniej każdy tak twierdzi. Nigdy nie robi nic bez wcześniejszego przemyślenia i żadnego kroku nie stawia bez potrzeby. Jeśli więc – zamiast odwiedzać kolejno mijane stoiska w galerii handlowej, najpierw idziesz do obuwniczego, zlokalizowanego na samej górze, potem ciągniesz do butiku przy wejściu, po czym przypominasz sobie, że miałaś wstąpić do drogerii usytuowanej dokładnie pośrodku – nie licz na zrozumienie.

Nieodpowiednie ubranie

Praktyczne – przymiotnik, który uwielbia każdy mężczyzna, twój na pewno też. Wybierając się na zakupy nowych jeansów na pewno nie założy spodni z paskiem, a szukając T-shirtu – koszuli zapinanej na guziki. Jeśli więc chcesz kupić nową bluzkę, nie ubieraj sukienki, bo to sprawi, że przy mierzeniu każdej kolejnej sztuki będziesz musiała zmierzyć dodatkowo jakieś spodnie (które zapewne tak ci się spodobają, że też zapragniesz je kupić).

Nie zakładaj szpilek! Jego cierpliwość to dobro ograniczone – szczególnie w czasie zakupów!

Brak zdecydowania

To już piąta koszula, którą dzisiaj mierzysz – każda oczywiście w innym sklepie. Patrzysz na twarz swojego ukochanego, na której rysuje się wyraźny zachwyt (wiesz, że jest udawany, bo powoduje nim chęć jak najszybszego opuszczenia galerii), a następnie spoglądasz w lustro.

Kręcisz się w prawo, w lewo, próbujesz dojrzeć, jak to wygląda z tyłu i już, już jesteś bliska podjęcia decyzji, kiedy nagle… stwierdzasz, że najlepiej wyglądałaś w tej, mierzonej na samym początku.

Masz wrażenie, że wygląda, jakby rozjechał go czołg? Tak właśnie się czuje

Mierzenie czegoś, na co nas nie stać

Co sprawdza facet jako pierwsze, oglądając towar, który zamierza kupić? Cenę. Nie chodzi o to, że każdy mężczyzna to sknera, ale o to, że oglądanie czegoś, czego i tak nie kupimy, bo jest za drogie/za tanie (pewnie bubel) to niepotrzebna strata czasu. Nie dziw się więc jego irytacji, jeśli tracisz 45 minut na znalezienie właściwego rozmiaru jeansów i po upragnionym sukcesie ze zrezygnowaniem odkładasz na półkę, bo przy cenie jaką znajdujesz na metce wypadają bladziej, niż twarz twojego faceta po 3-godzinnym maratonie między wieszakami.

Sale i % – wrogowie publiczni

Słowa te przyciągają jak magnes, więc trudno się dziwić, że musimy sprawdzić, co fajnego tym razem można wyhaczyć za grosze. Faceci jednak nie rozumieją, że czasami trzeba kupić coś, czego nie potrzebujemy tylko dlatego, że jest tanie.

Jak wybrnąć z tego problemu? Chyba po prostu wysłać go po zakup jakiegoś burgera albo zaprowadzić do elektronicznego i uprzedzić, że jeśli nie wrócimy za godzinę, może iść do domu samodzielnie. Bo tutaj prawdopodobnie czas nam się zatrzyma, a i widok reklamówek, z którymi opuścimy sklep, może być dla niego zbyt traumatycznym przeżyciem.

A Wy, jakie macie triki na wspólne zakupy z facetem?


@ śledź nas na instagramie
powrót do góry